Bloog Wirtualna Polska
Są 1 276 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

złe kilometry dzielą nas... ... kroków 5747, dynamiczny start

środa, 13 czerwca 2012 23:29

 

 

1. wyszedł ze mnie szowinizm w czystej postaci

zaprosiłam Was, Kobitki, a tymczasem zapomniałam zupełnie o "Naszych Kochanych" Mężczyznach

:)

a tymczasem moja przygoda z LaMillou zaczęła się od wyboru Marcela.

bo to On kupił pierwszy kocyk z czaszkami

 

2.  z waszych komentarzy bije duże wsparcie, 

dziękuję, dziękuję, dziękuję :))

 

3. często piszecie też, że jesteście za daleko, żeby przyjechać w sobotę do Janek 

jest oczywiście rozwiązanie - 

- napisz dlaczego to Ty (Twoje Dziecko) powinno otrzymać

kocyk LaMillou by Anna Mucha

a Twoje życzenie zostanie spełnione (ilość kocyków ograniczona)

 

4. no i jeszcze muszę coś wyjaśnić - 

kocyki LaMillou by Anna Mucha w Warszawie tego dnia będą do kupienia

tylko w sklepie 5.10.15 w Jankach... 

natomiast w pozostałych miastach, będą do kupienia w lokalnych sklepach 5.10.15 

oraz (oczywiście) na stronie LaMillou.pl

 

w takim razie - piszcie dlaczego Wasze Dziecko powinno mieć LaMillou by AM 

a z pozostałymi Dziewczynami - widzimy się już za 3 dni... 

 



Podziel się

komentarze (932) | dodaj komentarz

już najbliższą sobotę...

poniedziałek, 11 czerwca 2012 23:52

 

 

//

 

to, co - widzimy się?

dla pierwszych 100 osób mamy przygotowane niespodzianki 

 


Podziel się

komentarze (137) | dodaj komentarz

kibicowanie... ; dziś kroków 3952 i jeszcze robię. chyba mam zakwasy ;)

sobota, 09 czerwca 2012 22:33

 

 

 

czegoś mi wczoraj zabrakło... 

i to nawet nie chodzi o jeszcze jedna (naszą) bramkę... 

ale zacznijmy od początku: 

stadion imponujący, 

wypełniony po brzegi. 

wszyscy (poza Mega Ważnymi Osobami) - biało-czerwoni, ja też :)

o tym jak wyglądałam - niżej :)

świetna organizacja, 

pełna kultura, spokój i dzieci na stadionie, 

trochę za długie kolejki do wodopojów, ale dzięki uprzejmości powszechnie tego dnia panującej na stadionie - udało się i to pokonać :)

niestety odśpiewanie "koko koko, euro spoko" ominęło mnie (staliśmy wtedy w kolejce po wodę)

wreszcie zaczyna się... 

przyznaję - miałam dreszcze, gdy te 56073 ludzi zaśpiewało hymn. 

i w zasadzie już mogłam wychodzić, 

ale coś mnie zatrzymało... 

i wtedy usłyszałam coś, co było lepsze niż hymn! 

usłyszałam - goooooooool! 

i ta radość! 

cóż to była za radość! 

coś fantastycznego !!!

no i wtedy powinnam była wyjść... 

niestety ... coś mnie znów zatrzymało

a później wszystko mnie bolało... 

bolało mnie, że zanim jeszcze cokolwiek się wydarzyło stadion (w ramach żartu?) zaśpiewał:

"Polacy, nic się nie stało..." (przed bramką), 

bolała gra, 

bolały okrzyki - "do roboty!"; "Błaszczykowski sam meczu nie wygra"; "rusz się" ! 

bolało, że wyraźnie oklapliśmy (dobrze to napisałam?)

ale najbardziej bolał brak dopingu... 

bo prawda jest taka, że nasz doping od początku nie wierzył w piłkarzy i w zwycięstwo. 

na stadionie nie było kibiców, tylko gapie.

(przyznaję, ja byłam jednym z nich, choć starałam się,

wierzcie mi - starałam się bardzo!)

a jak ktoś chciał popatrzeć jak wygląda doping, czym jest (południowy) temperament i zagrzewanie do boju - to mógł (tęsknym wzrokiem) popatrzeć w stronę kibiców z Grecji... 

 

 


ta garstka ludzi dawała tak czadu, że miało się wrażenie, że siedzi ich co najmniej połowa stadionu (!)

dopiero jak nas zawstydzali, lub przekrzykiwali (!!! sic!) nasi podrywali się do zagrzewania piłkarzy. 

półgębkiem, jakby z rumieńcem zażenowania... 

ale tam, po greckiej stronie - siedzieli Kibice.

kochający swoją drużynę i wierzący w nią,

choćby nie wiem co. Kibice, którzy gotowi byli przyjechać na koniec Europy, by krzyczeć: 

... no nie wiem, co oni tam krzyczeli, ale było skuteczne... 

a po naszej stronie... lipa!

to nie mogło się udać... 

to był pierwszy mecz w moim stadionowym życiu... 

i choć Żyleta już nie wygląda tak jak wyglądała kiedyś, 

(nie wiem czy coś w ogóle z niej pozostało)

i choć pewnie nigdy nie pójdę na taki "zwykły" mecz

(bo się boję)

to jednak chciałabym usłyszeć kiedyś Doping w naszym wykonaniu... 

a bilety powinny być rozlosowywane w pierwszej kolejności pośród Kibiców z wielkim sercem, temperamentem i wiarą, że się uda... 

może wtedy było by lepiej. 

 

 

a teraz coś dla oka ;)

oto jak wyglądałam: 

(sukienka była szyta specjalnie na tę okazję)

 

 


a to już ze stadionu: 


będziecie ogladać następne mecze?

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (527) | dodaj komentarz

paprocki&brzozowski make-up ; a wczoraj 5576 kroków

piątek, 08 czerwca 2012 14:24

 

 

było tak - wcześniej miałam zdjęcia i make-up dzienny. 

to ten turkusowy eye-liner, który tak nam się podobał i pasował do kolorowej bluzki, że postanowiłyśmy go zachować... 

Ola (nasza ekspertka, jedna z najlepszych make-up artist w kraju)

zmyła mi podkład,

położyła bronzer Lancastera, żebym miała piękny, letni odcień skóry... 

 

 


taki bronzer, to "Must Have" w kosmetyczce, bo daje opaleniznę w 3 minuty :)

i co równie ważne - w 3 minuty schodzi (pod prysznicem). 


 

 

i gdyby nie to, że na pokazie czekała mnie ściana flashy prawdopodobnie przy tym byśmy pozostały.

w tym przypadku trzeba było dodatkowo położyć podkład. 

ale na dzień, przy ładnej cerze - sam bronzer wystarczy

później trzeba było uzupełnić, róż...

 

 

tu wyglądam na kuzynkę idianina :), ale wierzcie mi

- w przypadku śiany flashy - intensywny make-up jest konieczny

 

"przerabiamy" dzienny make-up na wieczorowy z założeniem dużej ilości ostrego światła (flash)

 

tak "wyjściowo" wyglądało oko, z poprzedniego makijażu został nam eye-liner w intensywnym kolorze i lekko wytuszowane rzęsy... 


 

 

 

 

 

jest nieźle, ale ... ach, te flashe

w ruch idzie nasz ulubiony Kajal, czyli kolejne "Must Have"

malujemy wew. oka, to co zostaje na górze działa na naszą korzyść, to co rozmaże się pod spodem - należy rozprowadzić pędzelkiem, żeby nadać łagodnej linii. 

 

 

 

nie napracowałyśmy się, nie ;) ?

więc przechodzimy do zasadniczej części: 

doklejamy rzęsy. 

ja najbardziej lubię kępki, bo dają wrażenie naturalnych i to od nas zależy ile tego przykleimy

kępek mogłabym mieć każdą, hurtową ilość :) zawsze się przydadzą

 

 

 

w przypadku wyjść, gdzie widać ramiona i nogi - nie zapominajcie o "dopieszczeniu" i tych części ciała

w ruch idzie bronzer Lancaster, tym razem do ciała. 

ten bronzer ma w sobie kolorowe drobinki,

kuleczki, które pod wpływem ciepła i wcierania się aktywują i barwią ciało. 


 

 

 

Uwaga! nakładajcie małymi wrastwami, a jeśli chcecie być naprawdę "opalone"- 

- poczekajcie aż kolejne warstwy wyschną 

 

jeszcze tylko kiecka - tu autorstwa duetu Paprocki&Brzozowski

i voila: 

 

 

 

a dziś popołudniu... 

sama jeszcze nie wierzę, że naprawdę tam idę... 

ale chcę zobaczyć i usłyszeć (!) te 50 tysięcy gardeł śpiewających polski hymn. 

a później mogę już wychodzić... 


 

 

no i trochę chyba zaszalałam - wypatrujcie mnie na trybunach :)

będę miała patriotyczną niespodziankę

 

ps. dziękuję za poprawienie błędów :) 

 


Podziel się

komentarze (120) | dodaj komentarz

niedziela, 17 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  20 694 876  

JESTEM NA TAK!