Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 168 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Lubię to

Missiu



pierwszy raz po ośmiu miesiącach...

czwartek, 29 maja 2008 1:46

Za kierownicą siedzi „Hans", jeden z tych kierowców co potrafią Za kierownicą siedzi „Hans", jeden z tych kierowców co potrafią przeprowadzić Cię na drugi koniec miasta, po drodze podając liczbę sygnalizacji świetlnej. Wiem co mówię - dziś sprawdziłam. Jest parę minut po 6 rano, czyli według „mojego" czasu około północy, zatem daję radę... przestawienie na lokalny czas w czasie podróży zajmuje mi około tygodnia; bo ja jestem jeszcze w podróży. Do Polski przyjechałam tylko na kilka dni, z których większość zdecydowanie spędzę w pracy ... a póki co - jestem w samochodzie - w drodze na plan „M jak Miłość"


Najwcześniej pracę zaczynają kierowcy, charakteryzatorki, „biuro" w postaci Ani, samotnie czekającej na zebranie się do odjazdu ekipy, oraz my - aktorzy...

Ruszamy 30 km za Warszawę, gdzie znajduje się nasza hala produkcyjna, a w pobliżu także ul. Deszczowa. W charakteryzacji jest już Kasia z kubkiem herbaty miętowej, zaparzonej specjalnie dla mnie. Dla ułatwienia dodam, że Kasia nie jest moją asystentką, jest Kasią Cichopek, tą samą, która przed laty, gdy po raz pierwszy byłam na planie wzięła mnie za rękę i powiedziała, choć - oprowadzę Cię, a tu! Jest „wodopój".

Miło poczuć się jak w domu... gdzie pewne rzeczy są już naszą tradycją.

Malowały mnie Jola, z którą znam się od swojego debiutu filmowego, Wisia i Maja.

Maja dziś miała ze mną niełatwe życie, ale cóż - nic się nie da zrobić, gdy niespodziewanie spotykasz swojego byłego narzeczonego... emocje biorą górę.

A wracając do make-up'u (bo to oczywiście o wiele bardziej interesujące, od wiadomości, którego byłego narzeczonego spotkałam... ;) ), malowanie nas zajmuje około 30 minut, przed wyjściem zdążymy sobie zrobić kolejne zdjęcie i ruszamy do pracy. Jesteśmy kilka minut przed reżyserem, jest czas na poranną kawę i małe co-nie-co. jeśli znów przytyję to pretensje proszę zgłaszać do panów: Staszka i Zbyszka, którzy mój poranek dekorują delikatnym twarożkiem oprószonym pyłem cynamonu. Jednak ledwie posłodzimy kawę, w walkie-talkie rozlega się głos Bogusia: „barowóz, barowóz! aktorzy proszeni na plan", także chyba za bardzo, to jednak nie przytyję...

Na planie jest już cała ekipa, jest także Marcin Mroczek, zaczynamy zdjęcia...


c.d.n.

Podziel się

komentarze (151) | dodaj komentarz

dziś, po ośmio miesięcznej przerwie wróciłam na plan

środa, 28 maja 2008 1:00
o swoich wrażeniach z planu - juź jutro. 
poki co, wybaczcie, ale padam ze zmęczenia po prawie 40sto ! godzinnej podrózy z NY do Polski... 
o tym tez chetnie opowiem ... 

beda tez zdjecia, 
choc wyglada na to ze cos mi "przeskoczylo" w aparacie i sa same "srtystyczne": 
prześwietlone i rozmazane... 

trudno - bedzie bardziej tajemniczo ... ;) 



Podziel się

komentarze (108) | dodaj komentarz

przepis

środa, 14 maja 2008 7:50
pewien mój znajomy mówił, że odkrył przepis na udaną imprezę:

jak najwięcej ludzi, upchnąć na jak najmniejszej powierzchni, dodać dużą dawkę alkoholu
i puszczać dobrą muzykę na okrągło, a w odpowiednim momencie wyłączyć prąd…

to mi przypomina ostatni festiwal filmowy, na który zostałam zaproszona:
 
….różnie można definiować festiwale filmowe:
można wyobrażać sobie, że są wielkimi koszami,do których wrzucamy wszystko, co tylko ma dziewięćdziesiąt minut;

można wyobrażać sobie, że są targowiskiem próżnościi nie ważne jest jak będą mówili, byleby nie przekręcali nazwiska;

można 
(i jak się domyślam, organizatorzy 4 Polskiego Festiwalu Filmowego w Nowym Jorku,  tak właśnie definiują festiwale) rozumieć jako wielkie święto kina, gdzie przedstawiane są filmy  najważniejsze, najbardziej wartościowe, interesujące,można zaprezentować perełki, najlepsze filmy z ostatnich miesięcy;

i to zdecydowanie się udało pani Hannie Hartowicz – dyrektorce PFF w NY,której ja,  oraz tysiące widzów w NY wdzięczni jesteśmy za pokazanie takich filmów jak:

„Katyń” – notabene duża i prestiżowa sala w Muzeum Sztuki Współczesnej  (MoMA)  wypełniona była do ostatniego miejsca, a cisza po projekcji - przejmująca…

„Słońce i cień” – Jankowi Holoubkowi dziękuję za zatrzymanie czasu i uchwycenie magii

„Plac Zbawiciela” – duetu Kos – Krauze, Krauze, za uchwycenie i pokazanie tego,  od czego odwracamy głowy

czy innych:
„Sztuczki”
„Pora umierać”
„Rezerwat”
„Jasminum”
„Statyści”

za które też dziękuję…

cztery dni święta polskiego kina,
    i kilka tysięcy widzów,

i może to jest przepis na udany festiwal polskiego kina :
ostra „selekcja na bramce” i bilety za kilka dolarów  (wyjątkowo sceptycznych i nieprzekonanych przekonywano polskim piwem),kino wypełnione po brzegi i kilka dobrych filmów prezentowanych z ponowną szansą na obejrzenie…

tak czy inaczej – przyjemnie było pochwalić się przed znajomymi polskim kinem

PS.: Pani Hanno – dziękuję za daną mi przyjemność otwarcia i poprowadzenia 4PFFwNY

(wiem, wiem… ryzyko było spore, choć przy takim repertuarze obawy zupełnie niepotrzebne)

Podziel się

komentarze (116) | dodaj komentarz

ide do kina na "Katyń" - odezwę się jak wrócę

niedziela, 11 maja 2008 22:08
    ... 
Podziel się

komentarze (145) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  0  

JESTEM NA TAK!