Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 593 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Lubię to

Missiu



"Niektórzy ludzie tak bardzo boją się śmierci, że nigdy nie zaczynają naprawdę żyć… „

środa, 30 kwietnia 2008 23:24

  

… a ja wdzięczna jestem za każdy moment swojego życia,

za każde spotkanie,

za każde doświadczenie.

Bo nie byłabym tu gdzie jestem, gdyby było inaczej…

 

Dlatego dziękuję za to, że mam wokół siebie tak cudownych ludzi, którzy wiedzą,

że to o nich myślę, bez wymieniania ich imion…

Dziękuję za dowody pamięci i życzenia nie tylko urodzinowe.

 

Dziękuję Alkowi i jego rodzinie za to, że mnie przygarnęli i poczułam się „ich”, „swoja”, „domowa”. Dziękuję za opiekę i spełnianie marzeń. Dziękuję też, za prezent, który jest strzałem w dziesiątkę.

 

Dziękuję Paulinie Sacewicz i Mateuszowi Kumorowskiemu za realną pomoc i niczym niezmąconą wiarę we mnie.

 

Dziękuję Tym, którzy spóźnili się z życzeniami – Kochani! Dzięki Wam jestem młodsza!

 

I pozwólcie, że skończę swoim ulubionym cynikiem:

 

„To nie tak, że boję się umrzeć. Po prostu nie chciałbym być w pobliżu, kiedy to się stanie.”

 

 

 


Podziel się

komentarze (54) | dodaj komentarz

"To nieprzyzwoite, niemoralne, wręcz hańbiące..."

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 23:58



W Varanasi, świętym hinduskim mieście padało już drugi miesiąc. Ludzie po kolana broczyli w ciepłej, brunatnej wodzie. Inni próbowali pokonać ulice przeskakując z kładki na wysoki krawężnik. Szłam małą, bardzo wąską uliczką między ściśle zabudowanymi kamieniczkami, raz po raz przeganiając krowy stojące na mojej drodze… na końcu tego niezwykłego labiryntu miała być knajpka, w której serwowano pyszną kolację. Dosiadłam się do amerykańskiego Żyda i Austriaka. Rozmawialiśmy o muzyce, o Indiach, o podróżach i o tym, jak piękne są spotkania z innymi ludźmi i innymi kulturami… pochłonięta rozmową nie zauważyłam kiedy pozostali goście wyszli, a my zostaliśmy sami. Przy stoliku obok usiadł właściciel. Za nim z białą serwetką kroczył inny mężczyzna. Rozłożył serwetkę na stoliku przed właścicielem, na niej położył narzędzia, wyjął mydło i pędzelek i zaczął nakładać pianę na twarz mężczyzny. Wyciągnął brzytwę, naostrzył ją i powoli, z uwagą zaczął golić jego brodę. Patrzyliśmy na to zdumieni. Nie tylko dlatego, że był to niezwykły widok; nie dlatego, że to była restauracja; ale przede wszystkim dlatego, że fascynowała mnie ich codzienność i spokój z jakim poddawali się temu naturalnemu rytuałowi.  

  

  

- Dlaczego nie robisz tego sam? Dlaczego sam się nie ogolisz? – spytałam właściciela, gdy golibroda (jakież to piękne słowo! – golibroda!) skończył swoją pracę.  

  

  


- gdybym ja wszystko robił, co robili by inni? – odpowiedział.  

 


… a mnie zdumiało piękno i uniwersalność tej filozofii.

 

no właśnie – co robili by inni gdybyśmy wszystko robili sami. Co by się stało z golibrodami, gdybyśmy sami się golili (sic!), co by się stało z kierowcami autobusów, gdybyśmy wszędzie chcieli dojechać sami, co by się stało z szewcami, gdybyśmy sami chcieli sobie robić buty, ze sprzątaczkami, kucharzami, i z innymi…?

 

Więc może na tym właśnie polega porządek społeczny - żeby każdy z nas robił to, co umie najlepiej. Niech więc sprzątaczka sprząta, kucharz gotuje, piłkarz strzela gole, a górnik kopie dołki.

 

Gorzej jest jak się komuś coś poprzestawia i nagle górnik strzela gola. I to od razu całemu narodowi! Bo to, że Czesław Kłosek strzelił sobie w kolano, to już jest jego sprawa; zresztą jakie to ma znaczenie przy przestrzelonym kręgosłupie! (...moralnym?!)

 

Obejrzałam Fakty TVN.

 

Czesław Kłosek - bohater Grudnia '81 odda order (Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski), bo nie chce Brazylijczyka z orłem na piersiach. „To nieprzyzwoite, niemoralne, wręcz hańbiące – mówił o przyznaniu obywatelstwa piłkarzowi Rogerowi Guereirze. Uzasadniając swoją decyzję powiedział min. (używając języka poprzedniego prezydenta) – „… bo nie o take Polskę walczyliśmy”.

 


A gówno prawda!

 


Nie wiem co prawda, o jaką Polskę pan Kłosek walczył, ale jeśli miała to być Wolna Polska, to pan Kłosek jest w Wielkim Błędzie. Bo walczył (za co jestem Mu wdzięczna) właśnie o TAKE! (kontynuując, w duchu bohaterów tamtych czasów)

 

O take, gdzie swobodnie można decydować o sobie !

Gdzie można głośno mówić, co się myśli !

Gdzie naród w swojej masie i mądrości (wiem, wiem…) wybiera prezydenta i premiera;

i musimy się z tym wyborem pogodzić, czy nam się podoba czy nie;

a jak nie - to też są na to sposoby !

Bo w wolnym kraju możemy wybrać swoich przedstawicieli, niezależnie od tego czy są to politycy czy piłkarze !

A może nawet budowniczy dróg, budowlańcy, rolnicy czy wyganiacze owiec!

 

A jak się komuś nie podoba to, zawsze może wziąć paszport i … no właśnie!

 

Bo to m.in. dzięki Czesławi Kłoskowi możemy swobodnie podróżować 

(och! gdyby wraz z granicami otwarto też głowy!), 

a więc może dzięki Rogerowi Guereirze 

(Leo Beenhakkerowi, czy jak kiedyś Emanuelowi Olisadebe) 

zdobędziemy gola, który pomoże nam odzyskać wiarę w polską (sic!) piłkę; wiarę narodową i w „Biało-czerwonych“. 

Może dzięki pomocy Chińczyków uda nam się obronić Euro 2012, 

dzięki Rumunom zakopiańscy górale nadal będą mogli wytwarzać oscypki, 

a my będziemy mieszkać w domach zbudowanych przez Ukraińców…

 


Może zatem pozwólmy robić ludziom to, co potrafią najlepiej.

I z tego ich rozliczajmy, a nie z koloru skóry, czy miejsca urodzenia.

 

Bo świat nie jest ani biało-czerwony, ani czarno-biały.

Bo mieni się wszystkimi kolorami ziemi!  Tej ziemi!

 


Podziel się

komentarze (43) | dodaj komentarz

ach to Ty!

poniedziałek, 14 kwietnia 2008 23:19

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi

Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni

Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis

Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty.

        Marek Grechuta

 

 

 

napisała do mnie koleżanka:

"a jeśli biegając między budynkami, zapomniałaś

 spojrzeć w górę... 

tam jest niebo..."

 


nie zapomniałam...

poszłam na spacer;

doszłam do miejsca, gdzie Nowy Jork pachnie morzem.

usiadłam na ławce i wpatrzona w  monumentalną kobietę na horyzoncie pomyślałam  o tych wszystkich, którzy byli tam przede mną;

 

 

o XVII wiecznych biznesmenach, którzy za 24$ kupili od tubylców wyspę. choć autochtoni przekonani byli, że sprzedają jedynie prawo do polowania, połowu oraz handlu.

myślałam o XIX wiecznych imigrantach i późniejszych uciekinierach z ogarniętej systemami totalitarnymi i wojnami Europy.

myślałam o włoskich Cappi di tutti Cappi, o ich interesach i waśniach toczonych w aromacie pasty z pomidorami, bazylią i czosnkiem;

o wszechobecnym jazzie i ukradkiem wypijanym alkoholu w czasach prohibicji;

o sufrażystkach, którym tak wiele zawdzięczamy; choć zdaniem Janusza Korwin-Mikke (Panie Januszu! uwielbiam Pana!) zupełnie nie potrzebnie się trudziły - w końcu: "Kobieta przesiąka poglądami człowieka, z którym sypia" i "czas już skończyć z tymi XX wiecznymi przesądami


(…a swoją drogą - na drugim końcu świata, w słoneczny dzień siedząc na ławeczce na Manhattanie myślę o Januszu Korwin-Mikke!...

i jak ja mam być normalna!) 


i wreszcie pomyślałam o tych, którzy w inny słoneczny dzień, 11 września, przyszli punktualnie do pracy…

i o tych, którzy turystycznymi łódkami mieli szansę uciec na drugi brzeg.

 

A później zrobiłam kilka zdjęć…











 


a to zagadka - co to za budynek? 





Podziel się

komentarze (41) | dodaj komentarz

... spragnieni dobrego kina ...

poniedziałek, 07 kwietnia 2008 23:29

 

„it is a restless moment.

She has kept her head lowered,

To give him a chance to come closer.

But he could not, for lack of courage,

She turns and walks away”

 

 

 

„Sam nie wiem, czy to podziw zamienia się w zazdrość, czy zazdrość w podziw. Ja też chciałbym robić tak wielkie filmy, z wielkimi gwiazdami, bez scenariusza; nie przejmować się, gdy aktorzy się nie pojawiają na planie i nagle trzeba zrobić zastępstwo… kręcić przez dwa, trzy lata i wyrzucać wszystko do kosza, żeby zacząć od początku” – reżyser Ang Lee stał na scenie i zapowiadał najważniejszego tego wieczoru gościa – Wong Kar-wai’a.

 

 

Gdyby miała go zapowiadać aktorka Maggie Cheung grająca w „Spragnionych miłości” dodałaby pewnie jeszcze: oto reżyser, który uważa, że za dużo informacji ogranicza kreatywność aktora. dlatego na planie, w pełnej gotowości ekipa 30-40 osób czeka dniami czy miesiącami na inspirację reżysera… i na tym polega też wielkość Wong Kar-wai’a, tak się rodzi magia jego filmów; lepiej więc nie dręczyć pytaniami, skoro można ulec i dać się poprowadzić jego genialnemu instynktowi. W końcu: „You can be anything, anyone in His movie”

 

 

            Partnerujący tej zjawiskowej kobiecie, niemniej przystojny, choć już nie tak wylewny, Tony Leung Chiu Wai mógłby zauważyć, że zdjęcia do filmu kręcono przez 15 miesięcy (!), w atmosferze ciągłej niewiadomej: nie wiadomo było, co będzie w następnej scenie; nie wiadomo nawet było, kto będzie; nie wiadomo też było, kiedy to będzie, czyli na kiedy zaplanowane są następne zdjęcia. dopiero pod wpływem dociekliwości pytającego Tony przyzna, że to szalenie trudne i męczące dla aktora – utrzymanie nastroju postaci przez tak długi czas.

 

            Jak zatem to wszystko udaje się Wong Kar-wai?

 

Nie wnikajmy – zaufajmy instynktowi tego genialnego twórcy, który w pełni zasłużył na owacje na stojąco.

 

Na ekrany kin wchodzi właśnie jego najnowszy film, z Norah Jones i Jud Law w roli głównej – „My Blueberry Nights“.  Zanim jednak zobaczycie ten film – polecam :

 

„ Spragnieni miłości” – „In the mood for love” (2000r.)

reż. Wong Kar-wai, w rolach głównych: Maggie Cheung, Tony Leung Chiu Wai

 

Film, któremu początek dało kilkustronnicowe japońskie opowiadanie o parze sąsiadów codziennie mijających się bez słowa, stał się jedną z najpiękniejszych historii miłosnych w kinie, z dopracowanymi do perfekcji zdjęciami, magnetyzującą muzyką i wspaniałymi aktorami.

 

 


Podziel się

komentarze (52) | dodaj komentarz

czwartek, 27 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  17 619 539  

JESTEM NA TAK!