Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 168 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Lubię to

Missiu



...

poniedziałek, 30 marca 2009 20:39
przepraszam, winna Wam jestem przeprosiny - obiecalam nowy tekst na stronie tymczasem zupelnie przepadlam w dwoch jakze przyjemnych okolicznosciach - na tarasie pewnego uroczego domku w Kazimierzu Dolnym 
otulona kocem, z herbata w reku 
i pochlonieta zupelnie kolejna swoja lektura - 
Dziesiąta Symfonia - Joseph Gelinek 

włączam sobie muzykę Bethovena i czytam ten porywający thriller...

prosze o wybaczenie, 
albo zrozumienie  i podsuwam kolejna propozycje książki 

no i dorzucam jeszcze kilka zdjęć ze spaceru po kazimierzowskim rynku: 








Podziel się

komentarze (104) | dodaj komentarz

lżejszy repertuar

wtorek, 24 marca 2009 17:19

Kochane!

 

Gdybym wydrukowała wszystkie maile, które przyszły do mnie po sobotnim „Dzień dobry TVN” niechybnie odzyskałabym stracone kilogramy ;)

 

Cała ta afera „rozmiarowa” powoduje, że czuję się nieco zakłopotana, ale to właśnie listy od Was sprawiają, że zdecydowałam się rozwinąć wątek.

Jest jeszcze coś. Kiedyś, przy jakieś okazji zauważyłam, że nie ważne jest co zrobię, czy powiem i tak napiszą o mojej dupie. Wobec tego niech od dziś przynajmniej piszą: „chuda dupa” ;)

 

Do tej pory jako aktorka w rozmiarze %^@ wypełniałam cały ekran. Dziś po pozbyciu się „parszywej trzynastki” operatorzy nie muszą zakładać obiektywów szerokokątnych, żeby mnie sfotografować. Mogę grać w lżejszym repertuarze ;)

 

Oprah Winfrey świętując triumf utraty wagi weszła na scenę, pchając przed sobą taczkę z kilogramami tłuszczu. To był jej manifest. Ja na maszt wciągam wszystkie te pary spodni, które kupiłam sobie jeszcze w Stanach, a których już nie potrzebuję. Niech powiewają jako dowód na to, że już mi „wiszą”. A ponieważ są nieużywane – z przyjemnością któreś z Was je oddam.

 

Bo (tak jak powiedziałam w „Dzień Dobry TVN”) jest w tym moim odchudzaniu pewien szkopuł. Staję przed szafą i … nie mam się w co ubrać! Nie mam spodni tylko dupowory.

Nie mam koszul tylko jakieś namioty. wszystko do wymiany J

 

A na wydatki związane z zakupem nowych rozmiarówek narazili mnie kolejno:

Mój trener Piotr (mojtrener.pl), moja masażystka z salonu LaPerla, przy doradztwie dietetyka z firmy Set Point. Wszystko.

 

Nie dawajcie wiary w diety cud, szybkie efekty, bez wysiłku czy plotki „odessane z karku” ;)

 

też przez wiele lat omijałam siłownię wyznając kult „intelektualisty”, ale będąc w Nowym Jorku przekonałam się jak wyglądają moi rówieśnicy (i inni!), przekonałam się, że zajęcia ruchowe nie muszą wiązać się z absolutnym brakiem szyi, intelektu czy poczucia humoru. Przekonałam się wreszcie, jak może wyglądać pięknie wyrzeźbione ciało. Ciacho! I to podniosło mój apetyt. Na zdrowy (zdrowszy) tryb życia.

 

I choć nie jest to łatwa praca, zwłaszcza dla kogoś kto nigdy nie był na siłowni, i choć największy przypływ endorfin mam, gdy już opuszczam budynek, to jednak - warto!

I robię to dla siebie. Żeby się lepiej poczuć, żeby poczuć się silniejsza i zdrowsza. Nie dla zaoszczędzenia na materiałach czy na taśmie filmowej ;)

 

Piotr pilnuje, żebym ćwiczyła prawidłowo i systematycznie.

Masażystka dba o kondycję mojej skóry,

A Dietetyczka bynajmniej mnie nie katuje!

 

Wytrzymałam na diecie trzy dni w ciągu swojego całego życia. I wierzcie mi, usposobieniem bardziej wtedy przypominałam osę niż muchę. Byleby tylko coś ugryźć!

 

Nie nadaję się do diet i nie mam zamiaru się katować. Jestem hedonistką, a jedzenie jest jedną z największych przyjemności. Słowo „dieta” zastępujemy wyrażeniem „zdrowe odżywianie” i już jest lepiej, prawda?!

Ala (dietetyczka) wytłumaczyła mi, że wszystko jest dla ludzi. Że zamiast zjadać jeden, dwa posiłki dziennie i obżerać się na noc, lepiej odżywiać się prawidłowo i zdrowo – czyli jeść częściej, ale mniej. Ergo: zamiast żreć raz na dzień, żrę cały czas ;) brzmi optymistycznie?

Dzień zaczynam od szklanki wody z cytryną i śniadania! (cokolwiek, ale żeby było). i jem wolno. Wszystko. Bo mi wolno! Chociaż uczciwie muszę przyznać, że Ala podsuwała mi pyszne przepisy…! Przypuszczam, że gdybym jadła tak jak Ala sugerowała niechybnie straciłabym dużo więcej na wadze…

 

Ale przecież powszechnie wiadomo, że „gdyby tak każdy wracał ze stratą paru kilo, było by nas mniej coraz! Polaków! (…) A każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu!”

 

OdWagi!

 a oto materiał z Dzień Dobry TVN: 

http://dziendobrytvn.plejada.pl/25,17395,news,,1,,ile_wazy_mucha,aktualnosci_detal.html#autoplay

 


Podziel się

komentarze (100) | dodaj komentarz

Koniec. idę na wojnę. chodźcie ze mną!!!

poniedziałek, 16 marca 2009 23:23

Gdy patrzę w te oczy zmęczone jak moje,

to kocham to miasto zmęczone jak ja,

Gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje,

Gdzie wiosna (…) oddycha…

  

Wiosna…

Myślicie, że w Warszawie wiosna pachnie fiołkami? Że pachnie nowalijkami?!

A gówno! Nie jest to nawet zapach „spalin”, wbrew temu co śpiew T-Love…

 

po tym jak spłyną śniegi, przy pierwszych oznakach wiosny nadchodzą one – forpoczta warszawskiej wiosny - „przebiśniegi” czyli brązowe placki psich kup, które roznoszone są na całe połaci chodnikowych ścieżek.

Gówna są wszędzie! Dosłownie wszędzie.

Nie ma chodnika w Warszawie, nie ma skwerku, nie ma placyku, gdzie nie byłoby psich gówien.

Rzadkie lub bardziej zwarte,”mieszane, rasowe, stare i nowe”  rozmazane lub dumnie czekające na pierwszego „roznosiciela”, połyskujące w słońcu lub mieniące się lekką zielenią. Wszechobecne GÓWNA. Kupy, gówienka, dwójeczki, stolce, kał, odchody, klocki, kaka, bezy, bobki, psie precelki, ekskrementy. dajcie mi jeszcze dwie minuty – wymyślę kolejne fantazyjne nazwy na te brązowe placki.

 

Polska leży gównem!

Była drewniana, była murowana, była nawet szklana.

 

Dziś jest obsrana i obszczana.

 

A Jej mieszkańcy (mniej lub bardziej) zręcznie lawirują pomiędzy wysepkami zwierzęcej bytności. To nie słoma, drodzy Państwo - lecz gówno nam z butów wystaje! Bo chwała tym którzy nigdy nie musieli czyścić butów po miejskim (sic!) spacerze!

 

A do tych psich „pomników przyrody” dochodzą jeszcze „złote” strugi pozostawione na rogach budynków, schodkach, felgach twojego (mojego) auta… charakterystyczne żółtawe zacieki o intensywnych barwach i zapachach…

 

To był (luty, marzec, kwiecień) maj, pachniała Saska Kępa, szalonym brązowym…

 

„przecież to nie Pani auto!”

usłyszałam od właścicielki olbrzymiego owczarka wypróżniającego się na zaparkowany samochód. A owszem! To było moje auto. Albo auto mojego sąsiada. Nie pamiętam, co to za różnica? Obsrane, obszczane stoi zaparkowane w centrum Warszawy. Ktoś inny zostawił sobie motor, schowany pod ochronną płachtą. Oszczędzę Wam aktualnego opisu narzuty… pozostawiam to waszej wyobraźni.

 

Dość.

To Wasz psi obowiązek – sprzątanie po swoim pupilu!

 

1. reguły współżycia:

 

„To co że pies, to ma mniej  gówniane gówno od człowieka?!

Poszedł! (…) A gdybym ja tak nasrał pod Pani oknem, pod Panią?! (…)

Psy obowiązuje taka sama dyscyplina i reguły współżycia jak ludzi. Wolność jednych  nie może być kosztem drugich.” /”Dzień Świra” reż. M.Koterski/

 

http://www.youtube.com/watch?v=wCyhy4JUGMg&feature=related

 

2. prawo:

 

Właściciele zwierząt domowych są zobowiązani do bezzwłocznego usuwania odchodów tych zwierząt z terenów przeznaczonych do wspólnego użytku. Odchody należy umieszczać w oznakowanych pojemnikach, koszach ulicznych lub pojemnikach na niesegregowane odpady komunalne.

(Uchwała Nr LXXVII/2427/2006 Rady miasta stołecznego Warszawy z dnia 22 czerwca 2006 roku).

 

3. patriotyzm lokalny:

w GW powstała alternatywna mapa Warszawy miejsc najbardziej „obkupionych”

 

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,90134,6232837,Gdzie_najwiecej_psich_kup_w_Warszawie_.html

 

4. czy w wersji ogólnokrajowej i humorystycznej:

happening i sprawa Marka Raczkowskiego

- odsyłam do Przekroju

 

 

 

a przede wszystkim poczucie przyzwoitości.

 

Apeluję,

Dramatycznie wzywam!

Proszę,

Błagam,

 

Sprzątnij kupę po swoim psie.

 

            A prezydent miasta Hannę Gronkiewicz-Waltz, Straż Miejską, Zakłady Oczyszczania Miasta, Biuro Ochrony Środowiska, Radnych i wszystkich świętych, którzy tylko mogą dodatkowo „zmobilizować” miejskich „kupo-robców” (czytaj – właścicieli psów) proszę o spacer miastem i skończenie z tą plagą.

 

 

Gdy patrzę w te oczy zmęczone jak moje,

to kocham to miasto zmęczone jak ja,

Gdzie Gronkiewicz-Waltz zrobiła co swoje,

Gdzie wiosna wreszcie oddycha…

 

 

 

 

 

I jeszcze piosenka:

http://www.youtube.com/watch?v=Vh3asGNyVMY

 


Podziel się

komentarze (121) | dodaj komentarz

slumdog czyli milioner z ulic Bombaju

wtorek, 10 marca 2009 23:12

Czegoś brakuje w tym filmie…

 

I wcale nie chodzi o fikcje filmową, że autorzy zmyślają, koloryzują, żeby przypodobać się publiczności, nie chodzi o to, że to nie może przecież tak wyglądać, że to bujda.

 

Bo świat opowiedziany w Slumdog’u to nie tylko historia oparta na faktach, ale przede wszystkim coś co „czuje się” już po wyjściu z samolotu…

 

Obrazki, ludzie, ulica, dzieci i bieda. To wszystko widać i nie sposób odwrócić głowy.

A jednak oglądałam ten film i czegoś mi brakowało.

 

Zaczęłam przeglądać swoje zdjęcia. Wiele z nich jest w dziale „Mucha nie siada”, ale te wydały mi się szczególnie „ważne” po obejrzeniu filmu. Ale w nich też brakuje tego „czegoś”.

 

 

 

 

 

 


 

 

czytam wywiad z aktorami w Przekroju i wychwytuje wszystko na temat Indii co jest mi znane i za czym tęsknie:

 

Dev, to była twoja pierwsza wizyta w Indiach?

 

Dev Patel: Wcześniej byłem w Gujarat skąd pochodzi moja prababcia i reszta rodziny, ale po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Bombaj.

 

Jak wrażenia?

 

Dev Patel: Gram kogoś, kto spędził w Bombaju całe życie, więc zostałem rzucony na głęboką wodę. Tam żar leje się z nieba, na ulicach jest mnóstwo ludzi, panuje nieopisany hałas, i jeszcze ten zapach - jedyny w swoim rodzaju. Jednocześnie jest tak wiele do zobaczenia, tyle się dzieje, i to jest niesłychanie stymulujące. Wchłaniałem to wszystko, żyłem i oddychałem moją rolą przez te cztery miesiące.

 

(…)

 

Freida była twoim przewodnikiem po Bombaju?

 

Dev Patel: Oczywiście, zabrała mnie do najbardziej niebezpiecznych miejsc, gdzie ludzie z produkcji nigdy nie pozwoliliby mi pójść. I pokazała mi swoje, prawdziwe Indie, na przykład restaurację z owocami morza, najlepszą na całym świecie. Te gigantyczne kraby...

 

Freida Pinto: To przyjemność pokazywać coś komuś, kto ma tak wiele zapału do odkrywania nowych rzeczy.

 

„Slumdog. Milioner z ulicy” jest film o Indiach zrobionym przez Brytyjczyka. Freida, ile jest w nim prawdy?

 

Freida Pinto: Muszę przyznać - jak każdy, kto pochodzi z Bombaju - że Danny uchwycił to miasto w najbardziej autentyczny sposób. Wielu filmowców robiąc tutaj filmy koncentruje się na polityce, historiach gangsterskich, nikt nie pokazuje miłości, nadziei, jakie to miasto daje ludziom, a Danny to zrobił. Fantastycznie pokazał ludzi, slumsy i najbardziej zatłoczoną stację kolejową w Bombaju. Szedł z operatorem prosto w miasto, na zatłoczone ulice, na śmietniska, które są jednymi z najniebezpieczniejszych miejsc w jakich można się pojawić. Dlatego ten film jest tak prawdziwy.

 

(źródło: Przekrój)

 

A jednak czegoś w nim zabrakło…

Bo to czego mi brakuje w tym filmie to …

 

… zapach.

 

Idźcie do kina.

A później kupcie bilet do Mumbaju - to trzeba „POCZUĆ”


Podziel się

komentarze (116) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  18 985 591  

JESTEM NA TAK!