Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 593 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Lubię to

Missiu



czwartek, 14 lutego 2008 20:03



- Pomocy!

roztrzęsiona wybiegłam na korytarz, natknęłam się na sąsiadkę.

- Czy jest u pani mężczyzna. Potrzebuję Mężczyzny . Teraz. Natychmiast!

- Co się stało?

- Olbrzymi! Okropny! się rusza! Jeszcze żyje. Trzeba go dobić!

(- Ale co?!

- Karaluch!)

- Jestem - zza jej pleców wychylił się wielki facet.

Jeszcze chwila, a spodziewałabym się, że rozerwie koszulkę…

- Zabij. Żądam. ZABIJ!!!

 

- Gdzie on jest?

- W łazience!!!

- Kapeć, gdzie jest kapeć?!

- Nie, kapciem nie…

- Dlaczego nie? – konsternacja.

 

- Bo one maja jajeczka. I później się je roznosi i będzie ich więcej….

Tłumaczyłam pospiesznie, ale chyba bez większego składu.

 

- To co ja mam zrobić?! - spytał osłupiały i przez chwile równie bezradny …

 

- Nie wiem! Po prostu się go pozbądź!!! – krzyczałam do niego niczym mała jędza.

 

I wtedy do akcji ponownie wkroczyła sąsiadka. Z wielkim sprayem w reku (!) wypsikała dokładnie „obiekt” i ostatecznie rozwiązała sprawę karalucha.

 

Tak poznałam sąsiadów…

 

i przepraszam wszystkie Panie za chwilową pomroczność jasną, oraz Panów za obarczanie ich problemami, z którymi same doskonale możemy sobie poradzić. W końcu jak trzeba, my też możemy mieć wielki spray w domu, który rozwiązuje podstawowe problemy w nowojorskich mieszkaniach… ;) 

 

 

ps. a o spektaklu napisze nastepnym razem; 

i wlasnie sie dowiedziałam, że we wtorek rano w DDTVN będzie kolejna odsłona cyklu "Mucha nie siada"

 


Podziel się

komentarze (81) | dodaj komentarz

środa, 06 lutego 2008 5:45



śnieg się roztopił... 

dziś premiera... trzymajcie kciuki 


a to widok sceny z "gniazda" w którym jestem w czasie spektaklu; reżyserka przemknęła niczym zjawa...

* * *

dostałam piękny list... 

zaczyna się tak: 
"Na początku chciałybyśmy Ci podziękować za prezent noworoczny, bo od niego wszystko się zaczęło..
Dzięki Tobie poznałyśmy muzykę Julka, która nas totalnie urzekła..."

później dziewczyny opisują swoje wrażenia z koncertu i ze spotkania... 

piękny list. dziękuję wszystkim tym, którzy zechcieli ze mną dzielić zachwyt Jego muzyką... 
a swoją drogą Julek właśnie koncertuje w UK... (www.julianvelard.com)





Podziel się

komentarze (4001) | dodaj komentarz

poniedziałek, 04 lutego 2008 14:49




Właśnie spadł pierwszy śnieg. Wielkie zimne płatki rozbijają się o moją twarz… myślałam, że już się nie doczekam. Miłego dnia! 

 






Podziel się

komentarze (99) | dodaj komentarz

„… jutro chciałabym żebyś zajęła się czymś innym…” czyli o tym jak ostatecznie pogrzebałam swoje szanse na karierę w dyplomacji:

poniedziałek, 04 lutego 2008 5:56

        

         chciałam Wam dziś napisać o swoich wycieczkach do kina; o tym co moim zdaniem warto zobaczyć, a co można sobie darować…; o tym jak bardzo i dlaczego podobał mi się film pt.: ”Pokuta” (który lada dzień wchodzi na polskie ekrany, a od którego książka  podobno jest jeszcze lepsza); o tym dlaczego najnowszego „Rambo” ciężko nazwać „lekką atrakcją wieczoru” i o tym dlaczego przy okazji wyprawy do kina przeżyłam szok kulturowy…

 

         chciałam Wam też napisać o problemie z „sutkiem”, jaki pojawił  się podczas jednej z ostatnich prób (problem, nie sutek); jedną z zasad Instytutu Lee Strasberga jest: „zero seksu, zero przemocy”, co szalenie utrudnia realizację wielu dramatów,  wpływa natomiast (kreatywnie) na reżyserię… pewnych rzeczy jednak zmienić, ani uniknąć się nie da. Tak więc istnieje ryzyko, że gdy jedna z bohaterek wymieni owe magiczne słowo (notabene w kontekście dalekim od seksualnego – opowiada o koszmarze sennym), pruderyjna część naszej widowni wciągnie całe powietrze w sali…

zatem jak rozwiązać problem…?

 

No właśnie, o tym też chciałam Wam napisać, ale życie napisało zupełnie inny scenariusz:

 

Będzie o tym, jak ostatecznie pogrzebałam swoje szanse w dyplomacji…

 

A było tak:

 

Na tym etapie pracy nad spektaklem, jednym z moich zadań jest śledzenie czy aktorki nie zapomniały swoich kwestii… przez cztery godziny próby, pozostaję z nosem utkwionym w tekście. muszę przyznać, że to wyjątkowo monotonne zajęcie. Czasem jednak zerkam znad dialogów i podpatruję co się dzieje na scenie… a tam… osiem dziewcząt próbuje zbudować osiem różnych postaci… mam swoje ulubione typy, mam też te, które męczą mnie niesłychanie…

Mam też potrzebę podzielenia się swoimi refleksjami z koleżanką, która siedzi obok, więc, żeby nie przeszkadzać podczas próby, niczym uczniaki wypisujemy do siebie na karteczkach co sądzimy o kolejnych odsłonach…

 

Nie inaczej było tym razem…

 

Dziś pod koniec próby podeszła do mnie reżyserka, żeby spytać o długość spektaklu, a  ja sięgając po stoper upuściłam kartki leżące mi na kolanach…

I, jak się zapewne domyślacie, zgodnie z powszechnym prawem, że jak kanapka spada to zawsze masłem w dół, moje notatki spłynęły wprost pod stopy Pani Reżyser… tyle, że komentarzem w górę… koleżanka próbowała jeszcze ratować sytuację, ale było już za późno… przede mną stała blada Pani reżyser i oddając mi karteczki powiedziała tylko:

„o tym chciałabym z Tobą porozmawiać po próbie!”

 

 

na karteczkach wielkimi, drukowanymi literami skreślone było moją ręką kilka słów:

 

„I CAN’T STAND THIS,

I CANNOT WATCH IT!”

 

 

(…)

 

Po próbie reżyserka poprosiła mnie o rozmowę. Spytała z ironią w oczach: „to co, nie podoba Ci się cały spektakl, czy może jest coś, co nie jest takie złe?

 

nie było wyjścia – musiałam podzielić się swoimi uwagami…

słuchała uważnie, ale jej twarz nie zdradzała emocji. A ja mówiłam o tym, jak z przyjemnością i z zachwytem oglądam jedne dziewczyny i dlaczego nie wierzę innym…

a gdy już skończyłam padły magiczne słowa:

 

-       chciałabym, żebyś od jutra zajmowała się czymś innym… – powiedziała reżyserka i zrobiła szalenie dramatyczną pauzę…

 

- … chciałabym, żebyś od jutra oglądała spektakl razem ze mną; tekst będzie sprawdzała twoja koleżanka. Ty zostajesz moją asystentką. Podobają mi się Twoje uwagi!”

 

 

tym oto sposobem pogrzebałam swoją karierę w dyplomacji.

A szkoda bo tańczę lepiej niż Fotyga ;)

 

 

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (119) | dodaj komentarz

czwartek, 27 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  17 619 566  

JESTEM NA TAK!