Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 275 712 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Lubię to

Missiu



przez lekturę do serca czyli o książkach kulinarnych

czwartek, 03 października 2013 19:42

 

niewątpliwą zaletą przeziębienia i totalnej chrypy jest

siedzenie w domu i odrobina wolnego czasu,

który "kradnę" swojemu kalendarzowi... 

i choć od imbiru, czosnku, soku malinowego i miodu mam już skośne oczy 

("znów ten imbir?!") 

to są też takie chwilę, kiedy mogę opatulić się kocem i poczytać... 

 

a, że zaczęłam od książek kucharskich ... 

 

zastanawiam się czy to nie jest jakiś objaw depresji 

lub jesiennego przesilenia, bo zamówiłam ostatnio 10 !

książek kucharskich na raz w sklepie internetowym... 

co prawda część w przedsprzedaży, więc marny to był interes, 

bo pieniądze już wydałam, a książek jeszcze (i nadal) nie mam 

ale powiedzmy sobie szczerze, że są autorzy na których warto czekać

choćby p.Dorota z "Moich Wypieków" (tak, tak Jej druga książka, już wkrótce!) 

czy Michel Moran, prywatnie wspaniały człowiek,

doskonały restaurator i szef kuchni, szerzej znany z "oddaj fartucha" 

Michel jest człowiekiem, któremu gotowa jestem oddać serce, nie tylko fartucha, więc czekam cierpliwie na książkę... 

 

 

a wracając do tego, co leży przede mną... 

 

 Screen Shot 2013-10-03 at 7.30.53 PM.png

 

nie wiem czemu, po pierwszych złych doświadczeniach z Nigellą sięgnęłam, wróć - kliknęłam po Jej kolejną książkę. 

może to z litości, bo ją mąż dusił, może to marketing, 

grunt, że Nigella leży ponownie... 

 

i to w nie byle jakiej odsłonie, 

bo w wersji "Włoskich Inspiracji - Nigellissima" 

 

brzmi jak sygnał ostrzegawczy, bo

"co Angielka może wiedzieć o prawdziwej włoskiej kuchni...?!"

i do tego porywać się na klasykę... 

trochę strasznie... 

 

no ale skoro już kupiłam ... 

trzeba przyznać, że obie książki Nigelli, które posiadam

są niezwykle smacznie wydane, potrawy sfotografowane 

i budzą apetyt... tylko co z tego, skoro nasze pierwsze spotkanie było rozczarowaniem... 

ale spójrzmy na "Nigellissimę"

na pierwszy ogień idą makarony... 

 

trzeci przepis - żółte spaghetti przyciąga mój wzrok... 

spaghetti z szafranem... 

czytam instrukcję i zamieram... cyt.: 

"Spaghetti musi być al dente (lekko twardawe w środku),

bo dogotuje się później w sosie"

 

Nigella! 

teraz to osobiście mam ochotę Cię udusić ! 

jak możesz podawać rozgotowany makaron ?! 

"dogotuje się później w sosie?!" 

 

wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: 

(tak, mądrze się, wiem,

ale tak to jest jak ktoś zabiera się za opisywanie

najbardziej popularnej kuchni świata! 

a poza tym moją idolką jest Sofia Loren, która

"wszystko co ma, zawdzięcza spaghetti" ) 

 

makaron MUSI być al dente w momencie kiedy ląduje na talerzu! 

nie rozgotowany, nie twardy, ale właśnie al dente. 

więc nie ma mowy o "dogotowywaniu się makaronu później w sosie"

owszem, makaron powinien się "przegryźć" z sosem, 

ale nie przegotować! 

 

dobrze, skoro zapłaciłam już prawie 70! zł. za książkę, 

postanawiam chwilę ochłonąć i "z pewną, taką nieśmiałością" 

przerzucić kolejne strony... 

 

dalej "daję się przeprosić" 

bo to, co widzę powoduje autentyczny ślinotok i chęć wypróbowania potraw

tu i teraz, od razu... 

mięsa, ryby, warzywa, przystawki

to wszystko wygląda tak smacznie...

 

a wszystko to, tylko po to, żeby za chwilę znów przeżyć bombę

 

gdzieś tak w połowie książki (!) 

dochodzę do rozdziału "Słodkości" 

 

- figi z miodową śmietanką i pistacjami... 

- mrożone owoce w sosie z białej czekolady i limoncello (ja umieram!)

- szybki mus czekoladowo pomarańczowy

- budyń lukrecjowy, 

- panna cotta na trzy sposoby - klasyczny, z nutellą i kawowa... 

- naleśniki z mascarpone, ricottą i truskawkami... 

 

mam wymieniać dalej?

 

tu padam do stóp! 

przepisy nie zawierają tych wszystkich sztuczydeł,

czy czarnej magii, która była moim głównym zarzutem ostatnio... 

zawierają natomiast taką dawkę moich pragnień, 

by natychmiast biec do kuchni i obdarować pysznościami siebie i wszystkich dookoła, że nie mogę przejść obojętnie wobec tej książki... 

 

na koniec Nigella serwuje nam jeszcze włoskie przepisy na Boże Narodzenie... 

okraszając to dodatkowymi przepisami na słodkości... 

 

ja jestem "kupiona" 

 

 

a wracając do al dente

 

już nie wierzę, żeby to Nigella wpadała na taki pomysł, 

żeby rozgotowywać kluski 

chciałabym kiedyś spróbować czegoś, co Ona ugotowała... 

być na kolacji przez Nią wydawanej... 

chciałabym dotrwać do deserów ;) 

 

po doświadczeniach z jej książkami mam wrażenie,

że tłumacz, czy wydawca mogą zrobić straszliwą szkodę autorom książek... 

że przez jedno głupie zdanie można się skutecznie zniechęcić... 

można odłożyć książkę i nie dać szansy ani sobie, 

ani przepisom... 

 

banalne odkrycie, 

ale w tym wypadku realnie można się zniesmaczyć... 

 

dziś przepraszam, 

i dziękuję za "Nigellissimę" 

i daje nam szansę ;) 

 

a Wam polecam

 

 

 Screen Shot 2013-10-03 at 7.30.53 PM.png

 

 

ps. jutro, postaram się wrzucić kilka zdjęć książki, bo teraz już jest na fotografowanie za ciemno... 

 

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (108) | dodaj komentarz

czwartek, 14 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  20 674 347  

JESTEM NA TAK!