Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 275 390 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Lubię to

Missiu



To na pewno tylko hormony

środa, 09 lipca 2008 1:29
Skocz do komentarzy
To na pewno tylko hormony,
w końcu jestem kobietą, więc wszystko się może zdarzyć:

płacz na „Krótkim spięciu 3" - dziś nie pamiętam nawet o czym był ten film...;
atak histerii na „Titanic'u" już od sceny z muzykami - płacz ciężki do opanowania przerywany salwami śmiechu z samej siebie;
mokra koszula (dosłownie) przy oglądaniu „Dead man walking"
ciężka depresja po „Boys don't cry"
połamane palce mojego kolegi na „Co kryje prawda"
i wiele innych podobnych przypadków

wszystko się może zdarzyć - jestem emocjonalną jednostką.
jestem kobietą

ale, żeby płakać na „Hancock" to już żałosne...
to na pewno tylko hormony!


w amerykańskiej plejadzie bohaterów (super hero) byli chyba już wszyscy: latający, skaczący, wdrapujący się. biali, czarni, zieleni, kosmiczni i wyglądający na zupełnych przeciętniaków. posiadający niezwykłe moce, czytający w myślach i czytający z fusów.

ale nie było jednego - czarnego degenerata, zapijaczonego, wzbudzającego (w założeniu) odrazę nieudacznika, który owszem ratuje miasto i ludzi, ale narażając przy tym wszystkich na olbrzymie koszty. większe niż miało by to sens...
i taki właśnie jest Hancock. prawie bezdomny, bezimienny (to trochę tak, jakby super bohatera nazwać - Gal Anonim), bez przeszłości (amnezja), bez nadziei, zgorzkniały, cyniczny i robiący swoje... po swojemu.

lecz mimo kilku mocnych chwytów (patrz: pierwsza scena z „bohaterem") oraz barwnie opowiedzianych historyjek z przeszłości, jak to niefortunnie i niepoprawnie politycznie „ratował" świat (scena z Orką - genialna, wywołała u mnie salwę śmiechu!) nie sposób nie polubić Hancocka.

film jest zrealizowany z rozmachem, pełen nieoczekiwanych zwrotów scenariuszowych oraz niepoprawnego poczucia humoru (czy już wspominałam Wam o scenie z Orką? jest jeszcze tekst o mc Donaldzie i kilka nt. alkoholu i picia). jest też oczywiście filmem w kategorii „na wakacje", rozrywką w czystej postaci, ale z niegłupimi pomysłami i dobrymi aktorami.

jednak nie jest to mistrzostwo świata. „Hancock" nie jest filmem, który będziemy oglądać po latach i nadal się zachwycać. już teraz ciężko połapać się w logice filmu, czy w wielowarstwowym zakończeniu (czego osobiście nie znoszę! bo wygląda to tak, jakby producentowi zabrakło odwagi do mocnego zakończenia, więc trzeba osładzać, rozmiękczać, dawać nadzieję i robić sobie zaplecze na ew. sequel). ciężko też nie zdystansować się do wątku lirycznego...

a jednak polubiłam tych bohaterów, więc może dlatego miałam łzy w oczach gdy...

nie zdradzę więcej,
czytajcie tylko rozsądne recenzje - nie opowiadające fabuły
idźcie do kina!

bo w największym skrócie -
Hancock - good job!

jeśli i Wy będziecie mieć łzy w oczach to
do ciężkiej cholery!
niech nikt mi nie mówi, że to hormony!!!

 


Will Smith (John Hancock), Charlize Theron (Mary), Jason Bateman (Ray)


Ps. jestem oczarowana małym chłopcem, który w pierwszej scenie budzi Hancocka (Atticus Shaffer)

Podziel się


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

wtorek, 12 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  20 655 740  

JESTEM NA TAK!