Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 275 840 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Lubię to

Missiu



podróż w czasie

środa, 18 czerwca 2008 9:52
Już chyba bezpowrotnie minęły czasy, gdy miesiącami trzeba było czekać na polską premierę jakiegoś filmu, dlatego zapowiedź ponownego pojawienia się tego Mężczyzny na dużym ekranie rozpalała wyobraźnie fanów (i fanek) równie mocno i równocześnie na całym globie. Jednoczesna światowa premiera nie dała miejsca na żadne przecieki zza granicy, na brylowanie wśród znajomych ploteczkami o filmie zobaczonym gdzieś na pirackiej kopii czy przy okazji wypadu za granicę. Jednak ten film chciałam, ba! marzyłam, żeby zobaczyć w amerykańskim kinie. Dlatego wybrałam najpiękniejsze chyba kino w Nowym Jorku – Ziegfeld Theater, które jest nie tylko okazałym, pięknym kinem, jednym z najstarszych, ale też prawdopodobnie jedynym już kinem, z tylko jedną salą projekcyjną. Za to jaką!


„Welcome to Ziegfeld Theater!”

donośnym głosem zaprasza bileter, wjeżdżam na pięterko po ruchomych, drewnianych schodach, na ścianach wiszą portrety założyciela, aktorów, znamienitych gwiazd. Wszystko jak w starym kinie. Czerwony dywan, wielkie złocone lustra i kryształowe żyrandole. Do tego dwa olbrzymie bukiety świeżych kwiatów i barek z popcornem (cóż… niestety - life is brutal and full of zasadzkas, a tu z młodymi trzeba iść… ), toalety utrzymane w podobnej przedwojennej i magicznej stylistyce. Ale to jedynie zapowiedź tego co ma nastąpić za chwilę – wejścia na, i tu nie przesadzam, najpiękniejszą salę kinową jaką widziałam w życiu.


Ziegfeld Theater jest dotowany przez miasto i chyba tylko dlatego może się utrzymać na tym (mało) wymagającym rynku. Tam gdzie bardziej liczy się dobrze posolony popcorn

(notabene tu jest też w wersji słodkiej, podobno) i coca-cola, a filmy stają się dodatkiem do sobotniego wieczoru Ziegfeld ze swoim wystrojem i projekcją jednego filmu oferuje coś ulotnego – magię. I nawet jeśli jest to kino rozrywkowe – inaczej tutaj smakuje.


Tak się składa, że w tym kinie oglądałam już weteranów i legendy – film Martina Scorsese o Rolling Stone. Być może dlatego tym razem też zdecydowałam się zobaczyć legendę.


Mężczyzna, którego przygody zapierały mi dech w piersiach, mężczyzna przez którego zaczęłam obgryzać paznokcie w obawie czy się uratuje, moje dziecięce wspomnienie, moje pierwsze egzotyczne podróże... mój pierwszy bohater i film przygodowy.


Ladies and Gentlemen: Indiana Jones!


Przenosimy się w czasie do 1957 roku, chyba najbardziej wdzięcznego do fotografowania okresu. Już od pierwszych chwil wiadomo, że będzie można liczyć na doskonałe zdjęcia, na poczucie humoru twórców i prawdziwych bohaterów oraz czarne charaktery.

Nie zabrakło w tym filmie niczego – pościgów, doskonale sfotografowanych, kaskaderskich akrobacji, efektów specjalnych, nieśmiertelnego motywu muzycznego i przesłania, że „amor vincit omnia”.

Gdyby natomiast zrezygnowano z warstwy dydaktycznej i jednak przewidywalnego scenariusza…


To pewnie byłby to zupełnie inny bohater.

Cóż, dorastanie najbardziej uderza w dawnych herosów…


Ale Ziegfeld – ponadczasowy!










Podziel się

komentarze (172) | dodaj komentarz

piątek, 15 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  20 678 382  

JESTEM NA TAK!