Bloog Wirtualna Polska
Są 1 275 392 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Lubię to

Missiu



hanukkah i zareczyny

wtorek, 11 grudnia 2007 8:48
Wielki Cud Stał się Tu...

        ... pół godziny po tym jak zapadł zmrok, Dawid włożył jarmułkę na czubek głowy i zaintonował modlitwę. Z księgą w jednym ręku i świeczką w drugiej wielbił Boga modląc się po hebrajsku... Dziękował mu za cud, każdy kolejny dzień i za to, że udało nam się spotkać w gronie przyjaciół. Zapalił pierwszą świeczkę w hannukowej menorze, czyli dziewięcioramiennym świeczniku, który w tym wypadku wyglądał zupełnie niepoważnie, bo - jak przystało na dom bon vivanta i miłośnika kobiecych stóp - jego porcelanowy świecznik wyobrażało dziewięć damskich pantofelków na obcasie... i tak rozpoczęliśmy Święto Świateł. „Happy Hannukah!" zakrzyknęli wszyscy dookoła i wpadli sobie w ramiona, życząc sobie szczęścia.
   

        A później zaczęli śpiewać i tańczyć -
„włóż na głowę jarmułke, to czas Hanukkah,
zamiast jednej nocy prezentów, mamy osiem szalonych dni,
więc jeśli czujesz, że jesteś jedynym dzieciakiem bez choinki,
oto lista tych, którzy są Żydami tak jak ja i Ty!..."

      

        Gal wniosła talerz smażonych „latkes" - czyli najzwyklejszych na świecie placków ziemniaczanych... a Mout częstowała wszystkich pączkami. Ktoś krzyknął, żeby zakręcić „drejdel" i posypały się złote monety...

Wesołego Hannuka!

 

 

 

        „pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy już tak... " - powiedziała kiedyś Marilyn Monroe, a ja przypomniałam sobie to zdanie, gdy na słynnej 5Avenue mijałam uśmiechniętych ludzi z wielkimi torbami. Czas wyprzedaży, czas szaleństwa przedświątecznego. Całe miasto od kilku tygodni rozświetlone jest drobnymi lampkami a na rogach ulic stoją Święci Mikołajowie z Armii Zbawienia i namawiają do datków. Mijam Atlasa dźwigającego ciężar świata na swoich barkach, skręcam w prawo, dochodzę do największej i najsłynniejszej chyba choinki... u jej stóp - lodowisko.

 

Zawsze bałam się jeździć na łyżwach z przerażeniem myśląc o potencjalnych urazach i przeciętej łyżwą ręce.

        I tym razem przyglądałam się z daleka wirującym na tafli lodu... Co pół godziny z lodowiska schodzą Ci, którzy już jeździli, wchodzi następna grupa... więc schodzą Ci, których podziwiałam, następni szykują się do wejścia, gdy nagle, niespodziewanie chłopak odciąga dziewczynę od wyjścia i popycha ją na środek lodowiska. zostają sami. tłum zafalował. chłopak klęka na środku i szepcze tylko im znane słowa... Tłum zamiera w oczekiwaniu na odpowiedź. chłopak podnosi ręce w geście triumfu, a z tysiąca gardeł wyrywa się okrzyk radości i uznania. Na taflę lodu wjeżdża ich przyjaciel z bukietem czerwonych róż, chłopak bierze swoja narzeczoną za rękę i triumfalnie jeszcze raz objeżdżają całe lodowisko dookoła, machając klaszczącym gapiom. Staram się zrobić zdjęcia. Zimno. Wzruszenie odbija się na ostrości...

 

    I jak tu nie lubić tego miasta!





Podziel się

komentarze (386) | dodaj komentarz

wtorek, 12 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  20 656 318  

JESTEM NA TAK!