Bloog Wirtualna Polska
Są 1 276 073 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Materiały dla mediów

O moim bloogu

Ten blog, będzie moim peryskopem, oknem na świat, gdzie będę dzieliła się z Wami tym, co przeżywam, co polecam, co lubię i co mnie wkurza...

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Lubię to

Missiu



wtorek, 10 czerwca 2008 22:58

 

Nad ulicą unosi się falujące, gorące powietrze…

Wlewam w siebie kolejną butelkę „poland spring water”, by w jednej chwili roztopić się niczym kulka lodów waniliowych… mapa Nowego Jorku wyznaczana jest klimatyzowanymi pomieszczeniami. wszystko płynie. słowa filozofa nabierają innego znaczenia…

 

Zaszywam się w uroczej knajpce na Soho. Przez olbrzymie okna patrzę na tych nielicznych, którzy zdecydowali się spędzać weekend w mieście. Przywieram plecami do chłodnej ściany z surowej cegły.

 

Dookoła międzynarodowe towarzystwo, Irlandczyk rozpoczyna rozmowę na temat Euro. Kibicuje Niemcom, choć pod moim piorunującym spojrzeniem wycofuje się z tego co mówi, ( „w zasadzie to od początku chciałem powiedzieć, że kibicuje Polsce, pracuje z tyloma Polakami…”tłumaczy); ma przeciwko sobie także barmana, pochodzącego z Izraela, który przyznaje, że pół jego rodziny pochodzi z Polski.

nieco dalej siedzi starszy Amerykanin, który próbuje odnaleźć się w tym towarzystwie: komplementuje Polskę za piwo, wódkę i piękne dziewczyny (min. jego dziewczyna Grażyna); Rosję za politykę i literaturę (koło mnie siedzi Moskwiczanin - Dymitrij, za chwilę spyta mnie czy może czuć się bezpiecznie podróżując po Polsce), a Irlandczykowi przedstawia się jako O’Connell. Dociera do nas informacja, że Chorwacja dała łupnia Austriakom. Amerykanin milknie, zdaje się, że jego dziadek pochodził z Austrii, więc nie bardzo jest co omawiać…

 

            Wracam do swojej lektury: „August: Osage county” autorstwa Tracy Letts. to tekst sztuki, która z powodzeniem wystawiana jest w jednym z największych teatrów w NY, okrzyknięta „najbardziej ekscytującym amerykańskim spektaklem ostatnich lat” (NYTimes); „spektaklem nr 1 na Broadway’u i jak przyznał jeden z recenzentów – „nie ważne, że August trwa trzy i pół godziny. Ja chcę więcej!”

 

August istotnie do najkrótszych spektakli nie należy, ale jego czas, humor, fabuła, gra aktorów, scenografia – wszystko trafione jest w punkt i jest dokładnie takie jak być powinno. Nie mniej, nie więcej.

 

Do dużego amerykańskiego, wielopokoleniowego domu zjeżdża się rodzina zaniepokojona tajemniczym zniknięciem (a jak się za chwilę okazuje śmiercią) Ojca.

Matka uzależniona od lekarstw, chora na raka, coraz gorzej radzi sobie z sytuacją,

( „…he’s always paid the bills and made the phone calls and now suddenly I’m supposed to handle it?”) 

wzywa na pomoc córki

(„you couldn’t come home when I got cancer but as soon as Beverly disappeared you rushed back!”)  

i siostrę             („-  I  introduced Vi and Bev, for God’s sake.

- you did not introduce them.

- the hell I didn’t.

- you had a date with him and stood him up and sent your sister instead.

- that’s an introduction. That’s what an introduction is.”),

 

które przyjeżdżają ze swoimi rodzinami. Z tych spotkań, zderzeń rodzinnych historii, kłótni, tajemnic i trupów w szafie wyłania się obraz niezwykle zabawny (czarny humor), ale też przerażająco prawdziwy. Jest śmiesznie, bo każdy z widowni mógłby spokojnie dopisać kolejne dialogi, i jest przerażająco - z tego samego powodu. Jako widzowie przeglądamy się w bohaterach niczym w zwierciadle i odnajdujemy w ich historiach nasze rodziny…

 

„to co najbardziej lubię w swoich wnukach to fakt, że mieszkają tysiące mil ode mnie”, mówi mój znajomy i trudno się z nim nie zgodzić.

 

 

 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

niedziela, 17 grudnia 2017

Licznik odwiedzin:  20 694 797  

JESTEM NA TAK!